Tysiące Ukraińców wróciło, bo nie widziało przyszłości w Europie

„To była pięciodniowa podróż z naszego domu w Charkowie do Polski. Zostaliśmy dobrze przyjęci, wolontariusze zapewnili nam zakwaterowanie, wyżywienie i zaprosili nas do dalszych miast. Ale w miarę upływu dni, nie mówiąc ich językiem, zdaliśmy sobie sprawę, że bardzo trudno jest mieć przyszłość tam lub w innym europejskim kraju… więc wróciliśmy do naszego kraju, do domu.

To jest historia W wieku 60 lat Svitlana Nataluka, która wraz z córką Galiną Kanuką i dwójką wnuków postanowiła opuścić swoje miasto, uciekła z wojny, która nagromadziła się w drugim co do wielkości ładunku na Ukrainie w tym czasie. Najpierw cel rosyjskich bombardowań.

Nieustanny i bolesny dźwięk syren bijących na alarm na kilka minut przed atakiem sprawił, że ta kobieta i jej rodzina porzucili wszystko, łącznie z mężczyznami w swoim życiu. Bądź tam, by bronić swojego kraju z bronią w ręku.

Tak więc, po ucieczce przed bombami, przekroczeniu granicy i zapewnieniu bezpieczeństwa w krajach takich jak Polska, rodziny takie jak Svitlana Nataluka stanęły w obliczu trudnej rzeczywistości. Nieznany lub celowany przez nikogo język, a także dostęp do usług medycznych, jak mówi ta kobieta, stały się przeszkodą nie do pokonania, by „zacząć od nowa, w obcym kraju”.

Podobnie jak oni, setki Ukraińców chcą wracać do swojego kraju tygodniami i każdego dnia.

Zostało to sprawdzone na kilku stacjach kolejowych, takich jak Elviv, gdzie duża liczba pasażerów chcących wyjechać do europejskich miast nie pozwalała nam ich zobaczyć, daleko od drugiej strony sceny i głównej hali, z grupami posiadającymi bilety , ale w przeciwnym kierunku.

Osiem dni temu francuska agencja informacyjna AFP zauważyła trzy pociągi przewożące od 100 do 250 pasażerów z polskiego Przemyśla do Lwowa. Wśród nich część ochotników z zagranicy odpowiadała na apele o wsparcie wojskowe na Ukrainie lub przyjmowała pomoc humanitarną, ale reszta to kobiety i dzieci z ukraińskimi paszportami.

Dokładnie na tej stacji znajduje się odręcznie napisany transparent, który woła odjeżdżających: „Wracaj do swoich domów, kraj na ciebie czeka”.

Alexandre, agent jednego z pociągów, odmówił podania swojego nazwiska, mówiąc, że czasami w tych pociągach powrotnych może być nawet 300 pasażerów.

„Początkowo tak nie było, ale ostatnio wiele kobiet z dziećmi zaczyna wracać” – mówi.

Tak więc z czterech milionów Ukraińców, którzy zdecydowali się opuścić wojnę, co najmniej 450 000 powróciło już do ojczyzny, choć nie ma na ten temat oficjalnych danych.

„Najlepsze w domu”

Chociaż wiele krajów – zwłaszcza w Unii Europejskiej – poczyniło przygotowania do przyjęcia ukraińskich uchodźców, trudno rozwiać obawy przesiedleńców, którzy stoją przed ogromnym wyzwaniem odbudowy swojego życia gdzie indziej.

W Przemyślu powracający kandydaci opuszczają stację pełną wolontariuszy zapewniających im wyżywienie, zakwaterowanie i możliwość kontynuowania podróży.

Pociągów wracających do Lwowa nie ma reklam na tablicy odjazdów, a pasażerowie negocjują swoją podróż wbrew napływowi uchodźców, przy bramce z napisem „zakaz wjazdu” w kontroli paszportowej.

Pociągi wyruszyły w 90-kilometrową podróż, zbliżając się do granicy, na której istniały korki, i śmigłowcami przeleciały na jej polską stronę.

Jednak we Lwowie, z dala od pierwszego rzędu, okna są zasypane wiązkami piasku, a syreny przez całą noc obwieszczają bombardowanie z powietrza.

Dwa tygodnie temu 35 osób zginęło w rosyjskim ostrzale bazy wojskowej w pobliżu miasta i polskiej granicy.

Jednak według Svitlany Nataluki, dla setek osób takich jak ona, które wróciły z rodziną do największego miasta zachodniej Ukrainy, w końcu staje się to rajem, który daje im „bezpieczeństwo”, jakie mają w domu, aby mogli wznowić swoją działalność. i plany życiowe, gdy wybuchnie wojna.


Możesz być zainteresowany: Papież udaje się na Ukrainę, aby służyć jako mediator


„Chcieliśmy, aby dzieci były bezpieczne w Polsce, ale nie dostaliśmy tego” – powiedziała córka Svitlany, Kalina, trzymając za rękę jednego ze swoich synów. „Mamy nadzieję, że mogą być bezpieczni tutaj, w LV”, dodaje do atmosfery swojej ojczyzny, choć z lękiem, po wyjściu z pociągu i ponownym oddychaniu.

Jest wdzięczny za pomoc, jaką otrzymał w Polsce, ale podobnie jak matka zaznacza, że ​​„szanse na odbudowę naszego życia są nikłe”. Uzasadnia więc powrót, ale „nie zanim przypomnimy sobie, że wolontariusze bardzo nam pomogli, ale tylko tam, gdzie… kazano im kontynuować podróż do innych miast, aby znaleźć innych wolontariuszy, ale… i co dalej?”

Ta sama niepewność otacza miliony towarzyszy, takich jak Thanjavur (40 lat), którzy są dziś uchodźcami w wielu krajach europejskich, którzy zostali powitani przez niemiecką rodzinę mieszkającą w Niemczech, wraz z jego córką Anastazją i jej matką Svetlaną. Bogata gmina Richberg na obrzeżach Frankfurtu.

Pochodząca z Kijowa Katrin Bilger otworzyła drzwi swojego domu z dwójką małych dzieci i po kilkudniowej podróży na Ukrainę i kilku dniach, aby osiągnąć ten niemiecki cel, te trzy kobiety znalazły spokój z dala od wojny. Martwią się jednak o swoją przyszłość.

„Kiedy zaczął się ostrzał, było straszne, nie spaliśmy całą noc. Czuliśmy, że musimy wyjechać. Zrezygnuj ze wszystkiego” – mówi 69-letnia Swietłana, która w czasie wojny odwiedziła swoją córkę i wnuczkę. Wtedy postanowili wyjechać, a dziś ich życie rozwija się w tym niemieckim mieście, podobnie jak tysiące ich towarzyszy, odkąd silnie odczuwano niemiecką jedność.

Według urzędników do tej pory przybyło około 240 000 uchodźców. Ale liczba może być wyższa, ponieważ nie wszyscy odprawiają się przy przekraczaniu granicy. Według oficjalnych danych dwie trzecie mieszka obecnie w domach prywatnych.

Po dwóch tygodniach mała, siedmioletnia Anastasia, była w stanie znaleźć trochę stabilizacji z matką i babcią. Poszedł do szkoły i zaczął uczyć się niemieckiego.

Jednak Thanja, matka, martwi się o przyszłość. – Nie wiem, kiedy ani gdzie wrócić. Czy nasz dom będzie bezpieczny? Zniszczony i nie będzie już w stanie w nim mieszkać?

„Może powinniśmy tu zostać i uczyć się niemieckiego i zacząć nowe życie w nowym miejscu? Nie wiem, nie wiem” – myśli. Wyjawia, że ​​traci swój kraj, rodzinę, przyjaciół i życie, jakie miał.

Kolejna twarz

Tymczasem deportowani Ukraińcy stają przed kolejnym dramatem: przeprowadzką do innych miast lub miejscowych schronów po tym, jak zostali zmuszeni do przekazania swoich domów żołnierzom rosyjskim.

Valery Koryachenko mieszka w mieście na wschód od Kijowa, wspominając, że dwa tygodnie temu, kiedy rosyjscy żołnierze weszli do jego domu, powiedziano mu, że on i jego rzeczy są „teraz ich”.

„Zabrali zabezpieczenie z pistoletu i kazali nam »proszę« iśćTeraz, kiedy tu mieszkają, możemy ich zabrać wszędzie – wspomina 50-letni Baker, którego głos drżał. Mieli nawet jego „skarpetki i bieliznę” – dodał.

We wtorek w tym tygodniu Koryachenko należał do długiej kolejki osób oczekujących na pomoc przed budynkiem gminy w mieście Provery, 20 km od centrum Kijowa, które zostało przekształcone w ośrodek recepcyjny dla przesiedleńców. .

Koryashenko mówi, że opuścił swoją wioskę z żoną, dziećmi i teściową po tym, jak rosyjska armia przywiozła motocykl do ich ogrodu i otworzyła ogień do sił ukraińskich. Potem powiedzieli, że zostaniemy w domu.

You May Also Like

About the Author: Eugene Barker

"Przyjaciel zwierząt na całym świecie. Guru sieci. Organizator. Geek kulinarny. Amator telewizyjny. Pionier kawy. Alkoholowy narkoman."

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.