Dwa sposoby, aby zobaczyć świat, Carles Casaguana

W 2004 roku, w czasach olśniewającego europejskiego optymizmu, brytyjski dyplomata Robert Cooper podzielił się na: rozpad narodów Kraje świata na trzy grupy. Pierwsza – którą nazwał przednowoczesną – składała się z upadłych państw, będących w stanie wojny lub zbyt słabych, by zapewnić swoją suwerenność i legalnie sprawować monopol władzy w swoich granicach, takich jak Somalia, Afganistan czy Jemen.

Drugi – świat współczesny – składa się z państw opartych na tradycyjnej koncepcji suwerenności, która ma praktycznie monopol na przemoc. Były to kraje takie jak Chiny, Iran czy Meksyk, bardzo zazdrosne o swoje granice, z wyraźnym rozgraniczeniem między terytorium, sumieniem narodowym, gospodarką, wojskiem i instytucjami państwowymi z wyraźnym rozdziałem między polityką wewnętrzną a zagraniczną.

Trzecia grupa, którą Cooper nazwał postmodernizmem, składała się z garstki państw, które przezwyciężyły tradycyjne pojęcie suwerenności poprzez ścisłą współpracę przebiegającą w gęstej sieci międzynarodowych konwencji i organizacji. W tych państwach granice były mniej ważne, a rozdział między polityką wewnętrzną i zagraniczną został zatarty. Dla Coopera najlepszym przykładem są członkowie Unii Europejskiej.

Bernat Armanji/The Associated Press

W tamtym czasie trend wydawał się wyraźny: napędzane zmianami technologicznymi i rosnącymi powiązaniami gospodarczymi kraje z drugiej grupy mają tendencję do przechodzenia do trzeciej. Dzięki pracy organizacji tworzonych od 1945 r. społeczność międzynarodowa została narażona na złożone ramy wspólnych reguł. Unia Europejska właśnie wprowadziła euro i miała w dużej mierze proeuropejską opinię publiczną. Globalizacja i szybkie zmiany technologiczne generowały wymierny postęp. W krajach wschodzących setki milionów ludzi podnosiło się z ubóstwa. Świat staje się coraz bardziej połączony. Trzepotanie skrzydeł robaka w Indonezji może oznaczać katastrofę w Chile czy Finlandii. Pełna suwerenność stała się pojęciem z przeszłości.

Dwa tygodnie temu, w artykule na tych stronach o wojnie na Ukrainie, Robert Skidelsky wspomniał o rankingu Roberta Coopera. Wielka Recesja odcięła ten optymizm. Warunki życia w krajach wschodzących nadal się poprawiały, ale wielu obywateli krajów bardziej rozwiniętych – a także obywateli innych krajów – przestało wierzyć w globalizację i niewiele krajów nie rozwijało się w kierunku przeciwnym do tego, który sugerował Cooper. Zamiast skierować się w stronę trzeciej grupy, grupy państw postmodernistycznych, wiele państw z drugiej grupy zakorzeniło się w swojej koncepcji suwerenności i odmówiło integracji z połączonymi kręgami liberalnych gospodarek, często by zatrzymać procesy demokratyczne.

Rosja jest tego dobrym przykładem. Po upadku Związku Radzieckiego oficjalnie stał się krajem demokratycznym i próbował dołączyć do świata zachodniego. Ale transformacja została wykolejona przez morze korupcji, a stare autorytarne struktury pojawiły się ponownie i przekształciły się w politykę gospodarczą i finansową. Być może ze strony Zachodu brakowało hojności, ale było już za późno, by tego żałować. Pod przywództwem Putina Rosja stała się dyktaturą naftową, pragnącą odbudować własną strefę wpływów.

Różnice między Rosją a Ukrainą to nie tylko różnice polityczne; znacznie głębiej

Tymczasem Ukraina była rozdarta między dwoma światami. Z jednej strony byli tacy, którzy chcieli zintegrować się z Europą, podobnie jak kraje byłego bloku sowieckiego, które są dziś częścią unii. Z drugiej strony ci, którzy woleli podążać za rosyjskim modelem. Przyczynił się do tego podział geograficzny na bliski Polsce region zachodni – z którym łączyła się ona w przeszłości – o silnej tożsamości ukraińskiej i bardziej europejskiej misji oraz region wschodni o większej obecności rusofilskiej.

Putin najechał na Ukrainę w celu rozstrzygnięcia sporu na korzyść wschodniej części Rosji. Osiągnął coś wręcz przeciwnego: utrwalenie ukraińskiej tożsamości większości, która nie zgodziłaby się ponownie poddać Moskwie. Poza tym chciał poszerzyć swoją strefę wpływów i to, co w tej chwili osiąga, to wzmocnienie NATO.

Strategia Putina to strategia współczesnych krajów. Ich język jest językiem starożytnego imperium carskiego. Jak żartował niedawno Iwan Krastew w czasy finansoweJego głównymi doradcami są Iwan Groźny, Katarzyna Wielka i Piotr Wielki. Nic dziwnego, że ma dość wyraźne poparcie ze strony innych głównych krajów, które zdecydowały się pozostać na drugim etapie Coopera, etapie nowoczesnych narodów, takich jak Chiny, Indie i Brazylia. Zełenski reprezentuje przeciwko niemu Ukrainę, która pragnie zintegrować się z Europą i aby to osiągnąć, stara się chronić NATO.

Różnice są nie tylko polityczne. Są znacznie głębsze. Z jednej strony świat wolności, praw człowieka, liberalizmu gospodarczego, nowych form rodziny oraz płynnej i rozwodnionej suwerenności. Z drugiej strony autorytaryzm, Realpolityka Gospodarka nakazowa, obłudna ochrona tradycyjnych wartości rodzinnych i skalista koncepcja suwerenności. Te różnice, w których krystalizuje się wojna, utrudnią ustanowienie trwałego pokoju, niezależnie od zakończenia konfliktu. Są to dwa trudne do zrozumienia sposoby widzenia świata. Nie wiemy, czy Ukraina spełni swoje marzenie o wejściu do Unii Europejskiej. Insza’Allah. W najlepszym razie ma przed sobą długą drogę. Ale możemy być pewni, że Rosja będzie musiała wiele zmienić, zanim zacznie rozważać bliższe stosunki z resztą Europy.

You May Also Like

About the Author: Ellen Doyle

"Introwertyk. Myśliciel. Rozwiązuje problemy. Specjalista od złego piwa. Skłonny do apatii. Ekspert od mediów społecznościowych. Wielokrotnie nagradzany fanatyk jedzenia."

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.